piątek, 16 czerwca 2017

Szkolne podsumowanie i migawki z ulubionego ogrodu


Jak dziwnie było zobaczyć pustą klasę, jakby nagle została wyjałowiona. Bez rysunków dzieci, bez wypisanych koślawo angielskich słówek, bez map i wzorów, bez chaosu, bez kolorów… Bez jakiegokolwiek reliktu minionych lat. Tak jakby nagle ktoś zatarł po uczniach wszelkie ślady. Na widok osamotnionych ławek aż ścisnęło mnie w gardle… 
Kiedy w czwartkowe popołudnie przyszliśmy po świadectwo miałam w głowie słowa podziękowania. Chciałam, żeby maestra Barbara i maestra Federica wiedziały, jak bardzo jestem szczęśliwa, że to właśnie pod ich skrzydła trafił Mikołaj. Że nie umiałabym wymarzyć sobie czegoś wspanialszego. Że były najwspanialszymi przewodnikami i opiekunami tych pierwszych włoskich lat Mikołaja… Że każdemu dziecku życzyłabym takich nauczycielek. Chciałam powiedzieć to wszystko i jeszcze więcej, ale kiedy maestry otworzyły przede mną świadectwo i popatrzyły na mnie oczami, które nagle wypełniły się łzami, kiedy głos ich zadrżał, aż w końcu uwiązł w gardle i moje słowa też w jednej chwili gdzieś uleciały i jedyne co mogłyśmy zrobić to tylko uściskać się serdecznie. Ciepły, szczery uścisk wyraził więcej niż wszystkie podziękowania świata… 
Na swojej wakacyjnej książce Mikołaj wyskrobał dziecięce wyznanie miłości … Voglio le mie maestre! (Chcę moje nauczycielki!)


A same świadectwa? No cóż... Mikołaj zakończył szkołę podstawową z samymi 8, 9 i 10. To wielki sukces, zważywszy na to, że cztery lata temu nawet nie mówił po włosku! Po chwilowym spadku formy w połowie roku, znów wrócił na stary tor i pokazał, że potrafi. A potrafi jeszcze więcej.
- Z Tomkiem mamy problem … - zaczął z poważną miną Tomka klasowy opiekun.
- To znaczy? - zapytałam zaniepokojona.
W odpowiedzi zabrzmiał serdeczny śmiech. "Problem" z Tomkiem był taki, że rozwinął skrzydła i wbił się do klasowej czołówki. Na świadectwie tylko jedna 7, ale za to z włoskiego, angielskiego, historii - dorodne 9! Paradoksalnie to z "ważnych" przedmiotów oceny są lepsze niż z muzyki czy gimnastyki. 
Unoszę się nad ziemią. Jestem z nich taka dumna…

***
I jeszcze kilka uwag odnośnie świadectw i szkolnego systemu. Nie ma tutaj czegoś takiego jak wyliczanie średniej, która jak dla mnie jest największym szkolnym idiotyzmem. Jeśli z włoskiego mam 6, a z matematyki 3 to znaczy, że z obydwu przedmiotów jestem przeciętna??? Czemu służy średnia? Chyba tylko napędzaniu chorej machiny rywalizacji…
Druga sprawa - poprawianie ocen, wyciąganie na lepszą…. Tutaj taki proceder nie ma miejsca. Tak jak pracowałeś przez cały rok, tak masz i dopiero, kiedy rodzić dostaje do ręki świadectwo, widzi jak się dziecko starało. Jest wystarczająco dużo czasu w ciągu roku, żeby zapracować na dobre oceny. To chyba uczciwsze niż "propozycja" 4 i na gwałt wyciąganie na 5, żeby podbić średnią. "Propozycja ocen" - to brzmi niemal jak oferta handlowa… Sama wyrosłam w takim systemie, ale dopiero teraz widzę jak bardzo jest chory i tym bardziej cieszę się, że prawie cztery lata temu podjęliśmy słuszną decyzję.
I to by było na tyle o szkole… Temat wróci dopiero wraz ze szkolnym dzwonkiem… w połowie września.


A tymczasem wakacje trwają, Goście się bawią, chłopcy korzystają do woli z obecności wujostwa, na głowę wchodzę, małą Zosią się cieszą, razem zasiadamy do stołu w ogrodzie przy Santa Barbara i siedzimy tak do nocy, której czerń głęboką delikatnym miganiem rozjaśniają świetliki. Powiem tylko - trwaj chwilo...


OCENY to po włosku VOTI (wym. woti)

4 komentarze:

  1. Pani Kasiu to fakt , nasz system jest chory i najwyrażniej nikt nie potrafi go uzdrowić, nikt nie jest w stanie podpatrzeć jak to funkcjonuje w innych krajach. Nie mówiąc już o papierologii. No i ten wyścig szczurów. Myślę że tylko nauczyciele z tzw. iskrą bożą i prawdziwą pasją są w stanie sprawić żeby to co robią było ciekawe ( co jak pisałam już wcześniej niektórym fantastycznie się udaje) ale poza tym przerażeni nauczyciele gonią z przeładowanymi programami przy jednoczesnej ograniczonej do minimum ilości godzin np. biologii, chemii, fizyki uczniowie mają po jednej godzinie tygodniowo( w gimnazjum), w momencie gdy przez cały okres edukacji religia jest prowadzona 2 razy w tygodniu - bite 12 lat ! Z ciekawości zapytam - jak właśnie sprawa religii rozwiązana jest w szkołach włoskich ? Życzę miłego piątku Aneta G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Religia szkolna to przedmiot bardziej o zacięciu historycznym , dzieciaki nie uczą się modlitw tylko np. poznają też inne religie, uczą się o powstaniu niektórych zakonów ecc… Od religii w sensie duchowym jest katechizm prowadzony poza szkołą i to tam przygotowuje się do Komunii czy bierzmowania. Żadne z tych zajęć tak czy inaczej nei jest oczywiście obowiązkowe.

      Usuń
  2. Chyba muszę choć parę słów, byłam zaskoczona kiedyś jak Kasia mi powiedziała, że nie ma czegoś takiego jak poprawianie oceny i długo nad tym myślałam, to ma dwie strony jedną, że uczeń jeśli rzeczywiście chce to wie, że musi na określony termin się spiąć, poprawy męczą ale dają taki znak nie muszę się uczyć, bo mogę poprawić. Poznałam teraz drugą stronę popraw u mojej gimnazjalnej córki pani z niemieckiego robi poprawy do oporu bo jak twierdzi jej nie zależy na wpisaniu jedynki a na tym, żeby dziecko w końcu zaliczyło na dobrą ocenę czyli posiadło umiejętność, pomyślałam rety ile ona będzie tych popraw poprawiała, otóż okazało się, że za ciężką pracą nauczyciela poszedł sukces dzieci po dwóch latach nauki niemieckiego pokochały ten język mimo, że część wcześniej nienawidziła, po wycieczce w tym roku do NIemiec mówią w bardzo fajnym stopniu i nie mają blokady, część z nich chce na egzaminie zdawać niemiecki, odchodzą od angielskiego. Najważniejsze, Pani to Super Babka z humorem ale potężną konsekwencją, uwielbia te swoje dzieci ale i znalazła metodę na pracę z nimi na różne sposoby, przedstawiają bajki po niemiecku, śpiewają. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Myślę, że szkoła w Marradi daje dzieciom dużo radości. Pozdrawiam Asia op.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat super! Tak też powinno być, że nauczyciel jest dla dziecka i z sercem podchodzi do pracy. I jeśli to z jego inicjatywy to bomba.
      Tutaj na świadectwie są oceny z pierwszego półrocza i końcowe. W zimie na kilka dni dostajemy je do domu i np. z angielskiego 7 ale z adnotacją że jest progres i jeśli dziecko się postara będzie lepiej. Albo odwrotnie 8 taka trochę naciągnięta, więc się starać bo mozna spaść ocenę niżej… itd.
      Nie chodzi mi o jakieś wyjątkowe sytuacje tylko o ten masowy proceder poprawiania w panice ocen na koniec roku, bo średnia!!! Czasem wręcz ocierające się o absurd - przynieś jeszcze jakiś rysunek, to z plastyki będzie szóstka itd ...

      Usuń

Drukuj